Bardzo modne obecnie stało się chodzenie do psychoterapeuty i szukanie rozwiązań wszystkich problemów w dzieciństwie. Wydaje mi się, że szukając terapeuty warto bardziej krytycznie podchodzić do wszystkiego co proponuje nam rynek. Warto wiedzieć w jakim celu tam idziemy i co chcemy osiągnąć. Jeśli cierpimy z powodu nieszczęśliwej miłości nie ma sensu iść do psychoterapeuty w celu obślinić jeszcze raz całe swoje dzieciństwo. Naszego dzieciństwa już nie ma. Ono się dawno skończyło. Problem uzależnienia jest tu i teraz i powinniśmy go rozwiązać. Proszę nie słuchać kogoś kto mówi, że popadniemy z jednego uzależnienia do drugiego, jeżeli mamy jakieś nierozwiązane problemy w dzieciństwie. Powtórzę : dzieciństwa już nie ma. Bez względu na to jakim ono było każdy człowiek tak samo przeżywa uzależnienie. Fizyczne, chemiczne, miłosne – bez znaczenia. Naszym problemem jest nierozwiązany problem z uzależnieniem. I ten problem jest teraz, a nie w dzieciństwie.
Jeżeli zrozumiemy, że wszystkie uzależnienia są podobne – alkoholowe, uzależnienie od gier, amfetaminowe, miłosne itd. łatwiej będzie nam zrozumieć jak powinniśmy postępować.
Każde uzależnienie można podzielić na dwie części : fizyczną i psychiczną. Fizyczną część ma każde uzależnienie, nie tylko chemiczne. Ale chemiczne w szczególności. Jeżeli rozstajemy się z kimś kogo bardzo kochamy, jeżeli ktoś odchodzi albo chce odejść, jeżeli wiemy, że nie zobaczymy więcej tej osoby, zaczynają nas boleć różne organy, przeważnie serce i splot słoneczny. Ale nie tylko. Może być nam zimno, może boleć całe ciało. Tak się dzieje dlatego, że nasza przemiana materii się zmieniła, organizm wbudował w siebie nowy składnik, którego mu zaczyna brakować. Kiedy brakuje nam tego składnika jesteśmy ” na głodzie”. Bywa to niebezpieczne, czasami nawet śmiertelnie. Organizm nie może normalnie funkcjonować bez tego składnika. On się zmienił, przebudował się w taki sposób, że teraz ten składnik jest jego nieodłączną częścią.
Fizyczny element uzależnienia odczuwa się najbardziej dotkliwiej. Ale szybko mija. Jeśli organizm dostaje witaminy zamiast narkotyka, po jakimś czasie się adoptuje. Psychiczne uzależnienie może trwać o wiele dłużej. Zwróćcie uwagę: problem ten nie istniał w naszej przeszłości. Problem jest tu i teraz. Zanim się organizm uzależnił, bardzo dobrze sobie człowiek żył i funkcjonował. I teraz, kiedy wyjdzie z tego uzależnienia też będzie mógł szczęśliwie żyć, często nawet jeszcze lepiej i bardziej szczęśliwie niż przed tym.
Człowiekowi dla życia potrzebne są nie tylko chemiczne składniki, które się dostają do krwi. Potrzebne są też emocje, światło, człowiek nie może żyć w próżni i ciemności. Potrzebujemy wrażeń. Dla człowieka zakochanego fizycznym elementem uzależnienia jest ukochana osoba. Bez niej nie może żyć. W tym momencie jest to dla niego fizycznie niezbędny element życia.
Tak samo jak w przypadku alkoholika czy narkomana fizyczne objawy ( pocenie się, panika, dreszcze, kołatanie serca) szybko ustępują. Zostaje nam wyrażne emocjonalne uzależnienie. I ta część nie ma żadnego powiązania z naszą przeszłością, z naszym dzieciństwem czy dorastaniem. Ludzie z różnym dzieciństwem tak samo dotkliwie przeżywają część emocjonalnego uzależnienia od ukochanej osoby. Chodzi o to, że ukochana osoba jest obecnie naszym jedynym żródłem szczęścia, a znaczy i sensem życia. I tylko ona może zlikwidować nasze napięcie i stres. Stres generuje się w każdej chwili i jeśli nie zostaje rozładowany, człowiek staje się bardzo nieszczęśliwy, może przez to wpaść w depresje. Jedyny kto może rozładować jego stres jest jego ukochana osoba. Tak to bywa.
Powtórzę, nie ma to nic wspólnego z dzieciństwem. Ani nasza mama nie jest temu winna, że kochamy kogoś, kto nas nie chce. Ani sąsiad, który nas straszył, wyciągając coś ze swoich spodni, ani zła nauczycielka, ani dziewczyna, która nas wyśmiała w drugiej klasie podstawówki. Nie dlatego teraz jesteśmy zakochani. I uzależnieni jesteśmy nie dlatego. To wszystko pozostało w naszej przeszłości. A uzależnienie istnieje w terażniejszości. Kiedy minie, będziemy szczęśliwi i swobodni, mimo, że nasza przeszłość się nie zmieni. Ona pozostanie taka jak była. Ale będzie obojętna dla nas. Przestaniemy ją wałkować bez przerwy szukając problemy tam gdzie ich nie ma.
Szukać przyczyn uzależnienia w naszym dzieciństwie to tak samo jak szukać zgubione klucze od mieszkania nie tam, gdzie je zgubiliśmy, tylko pod latarnią. Bo tam więcej światła. Nie warto marnować energii na bezsensowne rzeczy. Jej i tak brakuje komuś kto jest uzależniony. Póki co.
Alkoholik który pokonał nałóg jest pogrążony w apatie. TO kolejne stadium po wyjściu z uzależnienia. Ci co nie rozumieją na czym polega uzależnienie myślą, że były alkoholik jest egoistyczny. Przecież nie ma już dolegliwości fizycznych – nie trzesą mu się ręcę, więc może iść do pracy, zamiast szukać z kim się znowu napić. Ale to kolejny etap uzależnienia. Uzależniony już nie umiera bez czegoś co go uzależniło. Ale żyć bez tego nie może też. Tylko uzależniene dawało mu niezbędną energię do życia. Teraz tej energii nie ma. Chce się znowu napić, żeby poczuć się dobrze, żeby mieć energię do życia.
To samo dzieje się z kimś kto jest nieszczęśliwie zakochany. On niby żyje, ale mimo to nadal jest martwy. Brakuje mu energii i sensu. Patrzy na świat i nie znajduje w nim nic ciekawego. A jeśli i znajduje to jedynie w związku ze swoim ukochanym. Przez to może poczuć się tylko gorzej. Idzie obok kawiarni i wspomina, że kiedyś byli tu razem. Widzi kwiaty i myśli jak fajnie by było kupić je teraz dla Niej. Jej by się spodobały. Ogląda film o miłości i myśli, że też by chciał być tak samo teraz z Nią. Fajną nowość chcę się omówić razem z Nim! Ale Jego nie ma. Osoba ukochana jest w centrum naszego świata. Bez niej świat jest mdły i się rozsypuje na kawałki.
Tak samo jak alkoholik, który postanowił rzucić nałóg rozumie, że bez butelki piwa nie da się iśc do znajomych, nie da się iść na spacer, nie da się nawet zasnąć i życie obróciło się dla niego w jedne nudne bagno- tak samo człowiek nieszczęśliwie zakochany, który postanowił wyjść z miłosnego Gesztalta, znowu do niego powraca. Nie znajdując alternatywy cierpieniu w abstynencji.
Jak pokonać uzależnienie: zmienić całkowicie, przebudować swoje życie. Unikać wszystkiego, co przypomina o uzależnieniu i samo żródło uzależnienia. Odbudować wszystkie zasoby i żródła energii, które człowiek zgubił, przebywając w uzależnieniu. To jest bardzo trudne, ale innej drogi nie ma. Należy odbudować zaniedbane zasoby i znależć inne, których się nie miało przed uzależnieniem. Na początku będzie się to wydawało niemożliwe. Potem powoli się da, a potem, krok po kroku, będzie to nawet sprawiało przyjemność. Połączenia neuronowe zanikają z czasem. Jeśli nie ma bodżca, nie ma reakcji na niego. Więc droga neuronowa zaniknie. Tym szybciej, im szybciej znajdą się też inne bodżce. Komuś to zajmie miesiąc, komuś rok. W niektórych przypadkach uzależnieni korzystają z hipnozy. To ma wiele skutków ubocznych. Uważam, że pokonanie uzależnienia przy pomocy hipnozy jest uzasadnione tylko w przypadku jeśli uzależnienie grozi życiu. Wtedy osobie uzależnionej „wmawia się” lęk przed żródłem uzależnienia i człowiek zaczyna tego unikać. Natomiast hipnoza nie uwalnia od uczucia pustki i apatii po utracie kogoś kogo się kochało. Człowiek będzie unikał osoby czy działania od którego był uzależniony, ale nadal będzie odczuwał smutek i przekonanie o bezsensowności istnienia. On nadal będzie pozostawał na samym dole. Z dołu mogą pomóc się wydostać jedynie zasoby. Zasoby (sfery życia), które człowiek zacznie krok po kroku rozwijać. Rodzina, image, przyjażń, nauka, praca, sport, zdrowie, hobby – to wszystko są zasoby. Codziennie poświęcać im trochę czasu, każdemu z nich, i człowiek się odbuduje. Dosyć szybko. Więcej nie pomoże nic, nawet nie próbujcie. Rozwój wszystkich swoich sfer życia pomoże na pewno odzyskać żródła energii której brakuje. Przy minimalnej energii człowiek dostanie motywacje i wróci mu chęć życia. A póżniej będzie tylko lepiej. Często po wyjściu z tej jamy człowiek jest bardziej szczęśliwy i silniejszy niż był przed tym.
Jeśli chodzi o psychologiczną część uzależnienia, jej niebezpieczeństwo polega na tym, że człowiek ciągle czeka pomocy z zewnątrz. Tu już należy popracować nad samooceną i wewnętrznym umiejscowieniem kontroli. Samoocena rośnie jeśli rozwijamy swoje zasoby i nie oczekujemy na pomoc z zewnątrz. Tu akurat może pomóc psychoterapeuta. Zamiast wałkować tematy z dzieciństwa, terapeuta może pomóc w odbudowaniu własnej samooceny i zmiany postawy roszczeniowej do świata teraz. Ale bez terapeuty również człowiek jest w stanie zrobić to wszystko sam. Nie ma sensu obwiniać rodziców, że mało chwalili nas w dzieciństwie czy dużo wymagali. Że brakowało nam ciepła. W dzieciństwie byliśmy uzależnieni od otoczenia. Nie mogliśmy nic zrobić. Teraz możemy. Wydorośleć powinniśmy teraz. Odrywając się wreszcie od mamy. Nie ważne czy najlepszej na świecie, czy najgorszej. Jeśli obwiniamy nadal ją o wszystko, nadal jesteśmy dzieckiem.
Jeden terapeuta, którego bardzo szanuje, pracując z klientami i ich żalami do rodziców udawał, że próbuje naprawić krzywdy wyrządzone przez rodziców . W rzeczywistości starał się zmienić samoocenę klienta i wyrobić w nim właściwe podejście do świata i siebie. I taka forma terapii również jest bardzo interesująca.
© www.win-project.pl
CDN