Często ludzie bardzo idealizują miłość. Uważają, że prawdziwa miłość to taka, która jest wzajemna. Tylko kto nam zapewni tą samą wzajemność? Nasze uczucie, które zawładnęło nami? Czy to, co czujemy ma taką siłę, że jest w stanie podporządkować cały świat do naszych potrzeb? I wymusić na osobie, którą kochamy wzajemne uczucie…
Kolejne infantylne zdanie na temat miłości, jest takie, że miłość sprawia, że ludzie stają się bardziej szlachetni, wysoce moralne i czyste. Że miłość uszlachetnia. Na pewno. Zwłaszcza nieszczęśliwie zakochani są wyjątkowo szlachetni. Do tego uczciwi i altruistyczni. Całymi dniami łażą pod oknami ukochanej osoby, nienawidzą ją, za chwilę siebię, olewają swoje obowiązki wobec rodziny, dzieci, wyrażnie tracą rozsądek i wzrok.
Niektórzy obserwujący cierpienia nieszczęśliwie zakochanych osądzają ich, uważają, że to nie jest prawdziwa miłość. Że prawdziwą miłością jest to, co przeżywają sami: takie spokojne uczucie, długoletnie, wyważone, kiedy mogą w każdej chwili pożegnać się z ukochaną osobą, kiedy są prawie obojętni. Wychodzi, że takie prawie zdechłe uczucia są prawdziwą miłością? A jeśli człowiek traci głowę, to już nie jest miłość? Bez sensu.
Tak naprawdę, to każda miłość jest prawdziwa. Miłość może być silną, może być słabszą, a wszystkie jej przejawy i konsekwencje są uzależnione od osobowości człowieka, który pokochał.
Jeśli miłość porównamy do ognia, to człowieka można by porównać do naczynia, w którym się ten ogień tli. Słabe naczynie pęknie. A w zbyt silnym ogień po prostu nie zapłonie jak należy. Dlatego bardziej właściwe było by mówić nie o prawdziwej czy nie prawdziwej miłości, tylko o słabej i silnej osobowościach. Słabą osobowość ten ogień spali, i partnera czasami również. Ale to też będzie miłość, silne przywiązanie i pragnienie drugiego człowieka. Po prostu osobowość jest słaba, dlatego ogień przyniósł takie skutki. Ogień daje dużo dobrego – ciepło, życie. Ale też bywa przyczyną pożarów i nieszczęść. Zależy jak go używać.
Ale czy należy zabronić ogień, by uniknąć pożarów? Nie, to by oznaczało wyziębienie i śmierć. Trzeba po prostu nauczyć się z nim obchodzić.
Uczyć się obchodzić z miłością oznacza obserwowanie tego, co robi miłość z psychiką, starać się zachować pozytywne efekty jej i uniknąć negatywnych. To jest bardzo ważna umiejętność – rozwój naszej sfery miłości. Ten rozwój opiera się na empatii, póżniej kiedyś napiszę o tym bardziej szczegółowo. Empatia pomaga nam utrzymać równowagę, pomaga zrozumieć to, co czuje druga osoba. Jeżeli będziemy to rozumieć, nie zrobimy błędów, nie stracimy możliwie, że wartościowego człowieka. Wszystkie nieporozumienia i spadanie do minusa biorą się stąd, że przypisujemy drugiej osobie nasze myśli, uważamy, że ona postępuje tak, jak my o tym myślimy. Nie zauważamy jej pragnień i sytuacji, jej interesów.
Tylko ktoś, kto ma bardzo rozwiniętą empatię, a przez to i swoją sferę miłości, potrafi kochać i nie cierpieć przez swoje błędy. Ale z rozwiniętą empatią nikt się nie rodzi. Tak samo, jak nikt się nie rodzi z umiejętnością pisania i czytania. Uczymy się tego w trakcie życia.
Chcę podkreślić, że jeżeli ktoś się chwali, że nigdy nie był zazdrosny i nie cierpiał z powodu zachowania ukochanej osoby, nie zachowywał się niemądrze i nieadekwatnie, prawdopodobnie nigdy nie był bardzo zakochany. Jego uczucie było takie sobie. Czymś, co inni nazywają sympatią, przyzwyczajeniem, zauroczeniem się. Ale nie miłością. Ktoś taki przeżył jakąś swoją malutką i słabiutką miłość. Jego słabych nóżek ( jemu się tylko wydaje, że są silne) wystarczyłó, żeby wytrzymać ten wiaterek, który leciutko skądś powiał. Gdyby zaczął się prawdziwy huragan, on nie tylko by się przewrócił, ale nawet pofrunął.
Idealna sytuacja to ta, kiedy człowiek nie unika huraganu tylko przeżywa go. Wie, co to znaczy. Doświadczył na sobie jego siłę. Ale posiada na tyle mocne własne zasoby (umiejętności, oparcia, fundamenty), że umie poradzić sobie z tym. I nie podążać do samozniszczenia. I jeśli on wytrwa, przeżyje ten niezwykły huragan, to dostanie dużo energii, tak jak młyn. I upiecze sporo chleba. Rozumiemy tą subtelną aluzje?
Unikanie huraganu też nie jest właściwe. Mamy tylko jedno życie. I zamarzać w nim, bojąc się ognia, to tak samo nierozsądne jak samemu podpalać swój dom.
Nigdy nie należy patrzeć z pogardą na kogoś, kto jest zazdrosny albo cierpi z powodu miłości. Nie należy wyśmiewać się z czyichś błędów. Przecież nie jesteśmy w stanie poczuć jak silne uczucie ta osoba przeżywa. Nie da się zmieżyć siłę czyjejś miłości. Może jak by nam to przyszło przeżyć, to nie wiadomo jeszcze co by z nami było.
Szanować taką osobę i podziwiać też się nie da. Człowiek wziął na siebie więcej, niż jest w stanie udzwignąć. Ale pogarda też mu się nie należy. Należy mu się zrozumienie. I zrozumienia, że każdy niesie swoje doświadczenie. Każdy ma swoje drogi do samorealizacji. Najważniejsze, żeby dojść do samego siebie. A w jaki sposób tam dotrzemy- skacząc przez uzależnienia czy ciągnąć się powoli przez frustracje- to już nasza sprawa. Ważne, żeby dojść.
O tym wszystkim (i o wielu innych rzeczach) będę jutro mówiła na szkoleniu dla kobiet: ” W drodze do siebie”.
Teraz tylko dodam jedną bardzo ważną refleksję. Główną przyczyną tego, dlaczego zakochane osoby tracą związek z rzeczywistością, jest to, że zakochany człowiek może kochać tylko ideał. Każdy zakochany jest przekonany o tym, że jego partner jest idealny. On nie może kochać człowieka z jakimiś wadami. On kocha tylko Doskonałość. Nawet nie kochać, tylko ubóstwiać. Gdyby zakochany człowiek zobaczył chociażby rąbek rzeczywistości, od razu by nastąpił dla niego stan upadłości, frustracja i depresja. Dlatego dla ślepo zakochanych nie istnieje nic oprócz „ślepej miłości” albo ” radykalnego rozstania się”. Żadnych momentów przejściowych. Kiedy miłość nie jest już tak ślepa i człowiek widzi wady drugiej osoby. Ale dla rozstania się nie ma podstaw.
Dla mocno zakochanych to jest problem. Musieli by się nauczyć kochać ludzi nie idealnych, z ich wadami, słabościami, błędami. Wtedy ich miłość nie była by tak ślepa. Póki co musi być ślepa, inaczej się odkochamy natychmiast. A tego nie chcemy. Kochać jest dużo przyjemniej, niż nienawidzieć.
Ale jeśli nauczymy się miłości do innych, nie doskonałych ludzi, damy radę też pokochać siebie. Przez to, że ludzie nie potrafią kochać innych z ich wadami i niedoskonałościami, oni też nie akceptują do końca siebie. Ciągle mają sobie za złe każdy błąd, każde potknięcie. Gardzą sobą przez swoje słabości. Ludzie zawsze kochają tylko swój idealny wizerunek. Ten, który po prostu nie istnieje. To duży błąd. Należy pewnego dnia po prostu zrozumieć, że granica pomiędzy ludzkimi wadami i zaletami jest bardzo delikatna, ledwo zauważalna. Wszystko na świecie jest dosyć uzależnione, jedno od drugiego, wszystko zależy od skali, którą mierzymy. Nasze wady często okazują się przedłużeniem naszych zalet. A piękno każdego zjawiska natury, każdej istoty kryje się w jego energii, życiu i niedoskonałości. Żywa natura nie znosi idealnej symetrii i braku dynamiki idealnych kształtów.
