Anhedonia – brak umiejętności odczuwania przyjemności tu i teraz

W dzieciństwie, co weekend jeździliśmy z rodzicami do samotnej siostry mojej babci. Babci nigdy nie poznałam, bo umarła długo przed moimi narodzinami. Jej siostra nigdy nie wyszła za mąż i nie miała dzieci. Przez całe życie mieszkała sama. Mój ojciec zamiast spędzać wolne dni po całym tygodniu pracy jeździł pomagać ciotce mojej matki. W zamian za to starsza pani miała kiedyś przepisać swój dom i ogród na mnie. 4 letnią wówczas dziewczynkę, której ona nie lubiła. Nie lubiła nikogo. Żyła samotnie, oszczędzała bardzo, chociaż nie musiała. Była szefem kuchni. Zjadła sobie zawsze w pracy, rodziny na utrzymaniu nie miała. Z oszczędności wybudowała dom. Spory. I dalej oszczędzała. Miała duży ogród. Bardzo się denerwowała, kiedy ja zrywałam maliny z krzaku i jadłam je. Dlatego że maliny miały być na zimę, na konfitury. Trzeba było zaczekać, kiedy nastąpi zima i dopiero wtedy z wielka przyjemnością można będzie otworzyć słoik z konfiturami. To, że maliny z nie mniejszą przyjemnością można jeść również w lecie jakoś nie przychodziło jej do głowy. I to, że zrywanie dojrzałych, bardzo słodkich i soczystych, prawie granatowych jagód też jest przyjemnością – nie było brane pod uwagę. Szczęście i przyjemności miały być odłożone na POTEM. Miały nastąpić KIEDYS, w PRZYSZLOŚCI.

W rzeczywistości nie wolno było niczego jeść. Ani truskawek ( pójdą na konfitury), ani jabłek czy gruszek ( zrobimy z nich kompot), ani ogórków (będą kwaszone).

Ojciec nienawidził tam jeździć i robił to „dla mnie”. Przecież jak ja wyrosnę a ciotka umrze to odziedziczę dom po niej.  Dom z ogródkiem. Gdzieś na peryferiach N-ska. I pewnie tam zamieszkam. Ojciec po całym tygodniu ciężkiej pracy odmawiał sobie przyjemności pójścia z kolegami na piwo czy posiedzenia z wędką nad Dnieprem. Robił to dla korzyści, które mieli nastąpić kiedyś później. Będąc zdrowym, bardzo przystojnym, dobrym młodym człowiekiem, co weekend spędzał na kopaniu ogródka czy naprawianiu czegoś innego u mało empatycznej ciotki. Nie był to oczywiście jego pomysł tylko natrętna idea matki z ciotką. Jeśli chodzi o N-sk – jest to miasto trochę lepsze od Bytomia. Nigdy nie miałam ciągot do zamieszkania w którymś z tych miast.

Z ciotką były ciągle awantury o moje zachowanie. Nie mogła się pogodzić z tym, że jej zapasy są narażone na szkody. To zadziwiająca cecha charakteru – brak umiejętności odczuwania przyjemności dzisiaj, teraz. Trzeba odłożyć. Zaczekać. Nazbierać. Dożyć do tego momentu, kiedy można będzie pozwolić sobie odczuwać przyjemności. I co najważniejsze, trzeba zabronić odczuwania tych przyjemności innym)

Bo jak jest dobrze, to oznacza że jest źle.

Mam znajomą, która zawsze wpada w panikę przed wyjazdem na urlop. Boi się, że w tym czasie ktoś okradnie ich mieszkanie. Albo zacznie się powódź. Albo mąż upije się i zrobi pożar. Albo przyprowadzi do domu jakieś baby. I one ukradną jej piękne zasłony. Albo, co tam jeszcze ma cennego. Cały czas powtarza: ” Nie może cały czas być dobrze bez powodu! Chyba cos złego teraz się wydarzy”.

Rozbrajają mnie te wnioski. Wydaje mi się, że jeśli teraz jest mi dobrze to dalej będzie tylko lepiej. Przyjemność daje mi energię. A energia ma właściwości do mnożenia się. W zżyciu cały czas zdarzają się jakieś problemy czy przykre sprawy. U twoich znajomych, w innych krajach, w twoim kraju, u ciebie samego. Często przez to jest ci ciężko, współczujesz komuś i się martwisz. Ale tak jest skonstruowane życie. Innej formuły jeszcze nie wymyślili. Nie może być cały czas tylko dobrze. Za to z czasem pamięć wymazuje wszystkie przykre chwile. A to co było dobrego wypływa na powierzchnię, lśni, jakby było dopiero co umyte i wypolerowane. I my żyjemy tylko tymi urywkami szczęścia, a nie kolejnymi zmartwieniami i problemami. Jeśli masz okazję cieszyć się dzisiaj – zrób to!

Kiedyś  wydawało mi się, że na szczęście należy zaczekać. Że ono  nastąpi za jakiś czas, później. Że będę szczęśliwa wtedy, kiedy zdarzy się to i tamto. Nieprawda. Nie można uzależniać swojego szczęścia od kogoś lub czegoś. I tak naprawdę człowiek potrzebuje bardzo niewiele żeby być szczęśliwym. I jeśli nie jesteśmy szczęśliwi to nie z powodu  braku jakichś dóbr czy założeń, do których dążymy. Pisałam kiedyś o niedźwiedziu w dużej klatce, który robił tylko 4 kroki tam i z powrotem. Ograniczenia były tylko w jego głowie.

Nie chcę się wymądrzać. Po prostu się dziele  tym, co uświadomiłam sobie kiedyś dzięki doświadczeniu. Swoimi spostrzeżeniami. Dziele się tym, co zrozumiałam i czego się nauczyłam. I mogę powiedzieć szczerze, że dzisiaj ja niczego się nie boję. A kiedyś się bałam. Praktycznie wszystkiego. Latania samolotem. Zamkniętych przestrzeni. Otwartych przestrzeni. Braku ludzi. Dużej ilości ludzi. Jazdy pociągiem. Wyjścia z domu. Zostanie w domu samej. Tego, co pomyślą o mnie inni. To bardzo ograniczało i utrudniało moje życie. A dzisiaj  ja spokojnie mogę lecieć kilka godzin samolotem  do Dubaju. Dzisiaj lecę gdzie chcę. Robię wszystko, na co mam ochotę. I lubię pomagać innym.  Komuś, kto może ma taki sam problem, co kiedyś miałam ja. I mam nadzieje, że ten blog też, chociaż troszeczkę komuś pomoże. Może będzie punktem startowym w zmianie, jakości swojego życia na lepsze;).

Ostatnio pojechałam na „daleką” Ukrainę. Nie do pięknego, komfortowego  Dubaju. Wszystko było o wiele skromniej. Weszłam do ogrodu ojca, porozmawiałam z sąsiadką. W ogrodzie sąsiadów  palono liście. Zapach dymu od ogniska i zbliżającej się jesieni sprawił, że poczułam się jak w  dzieciństwie. Właśnie wtedy zrozumiałam, że niczego  więcej się nie boję.  Ani latania samolotem, ani krytyki otoczenia, ani tego, co przyniesie mi przyszłość. Nawet tego, co o mnie pomyślą jedni czy drudzy) Jestem szczęśliwa. Tak po prostu. Bez powodu. Nie mam obiektywnych powodów do szczęścia. Nie napisałam  mądrej książki, nie dostałam nagrody Nobla. Nie urodziłam 8 dzieci. Nie zrobiłam kariery bizneswoman z reprezentacyjnym biurem w Paryżu czy Dubaju. Nie wymyśliłam szczepionki na raka.  Ale jestem szczęśliwa. Jest mi dobrze. Kocham swoje zżycie. Jem maliny zrywając je prosto z krzaków i jeżdżę odpoczywać od odpoczynku. Nie, dlatego ze mam dużo pieniędzy. A dlatego że mam chęć. Nie odkładam cieszenia się życiem na kiedyś. Nie odkładam życia na później. Ja robię to, co mi sprawia przyjemność tu i teraz. Starając się nie krzywdzić przy tym innych;)

Chodzi o to że jeżeli jesteś szczęśliwy to nie boisz się żyć ani umierać :).

Leave a Comment